2014/02/23

BEANIE, LEATHER JACKET & RIPPED JEANS

Bebe leather jacket, no name T-shirt, Zara jeans, Vans slip-on shoes, Jack Smaga bag, H&M beanie

Zdjęcia: KK

Nie jestem fanką czapek, bo przyklapują włosy i swędzi mnie od nich czoło ;) dlatego, wolę zakładać kaptur na głowę. Dzisiaj postanowiłam urozmaicić zestaw czarną beanie w formie eksperymentu, o dziwo po zdjęciu jej z głowy czoło ma się dobrze ;) więc może zmienię zdanie na ten temat. Cieszę się, że zima jak na razie odeszła w zapomnienie i mogę znów chodzić w kurtkach skórzanych, bo są obok jeansów jednymi z moich ulubionych elementów garderoby. Białych T-shirtów nigdy nie kupuję firmowych, bo pomimo XXI wieku, proszki wciąż powodują szarzenie białych ubrań i najnormalniej w świecie byłoby mi szkoda po kilku praniach żegnać się z drogą rzeczą. Uważam, że biała koszulka z dobrej bawełny to obowiązkowa rzecz w szafie i lepiej mieć "no name" zawsze śnieżnobiałą,  niż poszarzałą, spraną firmówkę. Słoneczko dzisiaj tak pięknie świeciło, że wyjątkowo na zdjęciach pojawia się mój uśmiech, Wam również go życzę :)

2014/02/21

GREY


Mango coat, Zara turtleneck, Cubus jeans, Vans slip-ons

Zdjęcia: KK

Obiecuję, że to pierwszy i ostatni raz z  tłem, przez które można dostać oczopląsu ;) Dzisiaj mój ulubiony wełniany płaszcz z Mango, marmurkowe Jeansy, ukochane Vansy i szary golf, który po zakupie okazał się golfem męskim, ale przy tak prostym i uniwersalnym kroju myślę, że nie robi to różnicy. Do tego szary shopper z Zary, w który można naprawdę sporo zapakować ;)
W lato strasznie zniszczyłam włosy, maltretując je rozjaśniaczami, w celu uzyskania ombre. Ombre nie wyszło, wyszły włosy haha. Końcówki błagały o pomstę do nieba, co pod poprzednim postem zostało mi oczywiście wypomniane ;) Nie lubię prostego cięcia, bo włosy wyglądają jak ciachnięte siekierą, niestety ostatecznie musiałam się na nie zdecydować, żeby nie strzępić włosów cieniowaniem jeszcze bardziej. Efekt widoczny na zdjęciach.
PS weekend !!! ;D

2014/02/16

RED

Mango turtleneck, Zara jeans and shoes

Zdjęcia: KK

Pisałam jakiś czas temu o swetrach perełkach znalezionych w Mango na wyprzedażach, oto kolejny z nich. Jest to moja pierwsza czerwona rzecz w szafie, skusiła mnie składem - połączeniem wełny i angory. Polowałam od dawna na jakiś mięciutki, kosmaty sweter, najpierw myślałam o moherowym, potem natknęłam się na ten. Jedynym minusem angorowych swetrów jest to, że bezlitośnie obierają wszystko dookoła, jeden dzień nosisz, tydzień odkłaczasz ;) Mam wrażenie, że to zemsta królików za podskubywanie ;)

TODAY'S

Mango coat, Fruit Of The Loom sweatshirt, Levi's jeans, Vans slip-ons

Zdjęcia: KK

Wracam do żywych! ;) Sytuacja w miarę opanowana, mam nadzieję, że teraz wszystko będzie sprzyjać częstszemu dodawaniu postów ;)
Myślałam, że moje ukochane Vansy będą musiały dłużej poczekać na "premierę", ale pogoda dzisiaj była tak piękna, że gołe kostki nie kłują w oczy :) Uwielbiam trend mom's jeans, żałuję, że kiedyś wyrzuciłam całą zawartość starej szafy mamy, gdyż mogła się okazać kopalnią właśnie takich genialnych jeansów. W zwykłych szarych bluzach jestem zakochana od dziecka, te z Fruit Of The Loom przypominają mi czasy, kiedy jeździło się z rodzicami po hurtowe ilości słodyczy do Makro:) Pamiętam ten strach przed wejściem - czy pokonam miarkę haha.

2014/02/03

I WANT SUMMER!!!

Calzedonia bikini, H&M dress, Zara heels

Zdjęcia: KK


Potrzebuję słońca!!! Nie wiem jak Wy, ale ja uwielbiam lato. Zima okazała się być naprawdę łaskawa tym razem, ale dla mnie i tak jest zdecydowanie za zimno. Ostatnio mało ruszam się z domu, jak wracam z pracy  myślę tylko o wskoczeniu pod kołderkę i przytulaniu moich kiziaków :) Dzisiaj przeglądałam foldery z wakacyjnymi zdjęciami i postanowiłam stworzyć dla odmiany mega kolorowy post, może i Wam chociaż na chwilę udzieli się wakacyjny klimat. Przepraszam za brak makijażu ale to przecież zdjęcia z plaży, a ja nie należę do osób, które stroją się i malują na tak specjalne okazje jak wyrzucanie śmieci, przyjście listonosza czy zakupy w piekarni ;)



2014/02/01

INGLOT LIP PENCILS




Uwielbiam kredki do ust z Inglota. Nie zawierają parabenów, a co najważniejsze, nie są testowane na zwierzętach (!!!) Na to zwracam szczególną uwagę i z tego właśnie powodu nigdy nie kupiłabym jakichkolwiek kosmetyków np. L'oreal czy Johnson & Johnson.
Mam dosyć wąskie i blade usta, bez wyraźnego zarysowania, więc forma kredki jest dla mnie chyba najlepszym rozwiązaniem. Te z Inglota mają kremową konsystencję i stosunkowo długo się utrzymują na ustach, dając świetny matowy efekt. Dla osób, które malują całą powierzchnię ust kredką, myślę, że wygodniejsze w użyciu są te w grubszej wersji. Dodatkowo +1 do wygody: mają  z tyłu dołączoną temperówkę. Ostatnio upodobałam sobie odcień 32, jest podobny do 74, ale bardziej fioletowy, chłodny. Dzisiaj skusiłam się na kolejną- nr 14, ale dla mnie jest chyba trochę za jasna, za bardzo zlewa się z kolorem mojej cery. Dam jej jeszcze szansę i zobaczę jak prezentuje się w połączeniu z ciemnobrązowym makijażem oczu.